Edukacja zamiast cenzury

04lut10

Tekst napisany dla Gazety Wyborczej (opublikowany w lekko skróconej wersji).

Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych to zaledwie czubek góry lodowej. Pomysł wprowadzenia cenzury internetu uruchomił publiczną debatę o przyszłości społeczeństwa informacyjnego.

Projektu wbudowania w polski internet cenzorskiej infrastruktury spowodował protest, którego siła była jak sądzę dużym zaskoczeniem dla rządu i obserwatorów życia politycznego. Setki tysięcy osób dyskutują za pośrednictwem blogów i serwisów społecznościowych, użytkownicy internetu nagrywają piosenki i filmowe parodie, w sprawie wypowiedziały się już dziesiątki instytucji pozarządowych i branżowych. Sprzeciw jest w zasadzie jednogłośny. Krajowa Rada Sądownicza i Urząd Komunikacji Elektronicznej, instytucje mające projekt wdrażać w życie, też są na nie. Jedyną instytucją która ciągle jeszcze broni projektu jest rząd. Warto więc zastanowić się, nie tylko z czego ten opór wynika, ale także do czego może doprowadzić.

Polska jest krajem o niskim poziomie zaufania do instytucji publicznych. Ten jednogłośny sprzeciw jest wynikiem tego – jak widać uzasadnionego – braku zaufania. Problemem nie jest pomysł stworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych sam w sobie. Problemem jest chęć kontrolowania przez władzę całej sfery komunikacji społecznej w sytuacji, gdy w mamy niewielkie zaufanie do racjonalności i przewidywalności tej władzy. Co interesujące, zakres blokowania stron w zasadzie nikogo nie interesuje. Nawet organizacja pozarządowa zajmująca się walką z pedofilią opublikowała opinię, że temat przemocy wobec dzieci wykorzystywany jest instrumentalnie, i że ona również jest przeciw. Doskonale wiadomo, że faktyczna skuteczność zaproponowanych rozwiązań będzie bliska zeru, a jedynym realnym celem Rejstru jest zwiększenie wpływów do budżetu państwa z hazardu.

Ten cel oczywiście nie usprawiedliwa budowania infrastruktury cenzorskiej, która w przyszłości może posłużyć do tłumienia niewygodnych poglądów. Symptomatyczne jest, że identyczne z technicznego punktu widzenia rozwiązanie właśnie wdrażane jest na Białorusi. Oczywiście tam zakres blokowania stron będzie inny, ale z istota systemu jest taka sama. Wygląda więc na to, że rząd będzie musiał się ugiąć i z pomysłu zrezygnować.

To jednak będzie dopiero pierwszy krok, gdyż ten XXI-wieczny, pozbawiony centrali i liderów, ruch protestu formułuje dzisiaj swoje cele znacznie szerzej, niż tylko doprowadzenie do klęski nowelizacji ustawy. Osią problemu jest kwestia transparentności i jakości procesu legislacyjnego, którego efektem jest tworzenie systemu prawa.

Tryb procedowania tej ustawy był niezgodny z demokratycznymi standardami. Dzisiaj nie wiemy nawet, kto konkretnie wystąpił z inicjatywą stworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, nie wiemy kto jest autorem tej nazwy, nie wiemy kto odpowiada za publikację 29 stycznia zmienionego uzasadnienia do ustawy 10 dni po jej przyjęciu przez rząd (w którym usiłuje się udowodnić, że konsultacje społeczne jednak się odbyły), nie wiemy dlaczego ze stron Kancelarii Premiera 20 stycznia zniknął regulamin ustanawiania aktów prawnych. Tych niejasności jest więcej, ale jak sądzę od ich drążenia znacznie ważniejsze jest doprowadzenie do sytuacji, w której proces stanowienia prawa będzie przejrzysty, konsultacje społeczne będą prowadzone już na etapie formułowania założeń do ustawy, a oceny skutków regulacji będą faktycznie oceniać skutki społeczne i ekonomiczne, a nie tylko dla skutki dla budżetu państwa.

Podstawą budowania społeczeństwa informacyjnego jest więc głęboka analiza i debata społeczna dotycząca przyszłości całej sfery komunikacji elektronicznej. Nasza zależność od sieci komputerowych jest już bardzo głęboka, obecnie większość społecznych procesów komunikacyjnych, życia gospodarczego i kulturalnego, odbywa się za pośrednictwem mediów cyfrowych. Sposób i zakres kontroli nad tymi mediami jest więc fundamentalny dla całego modelu współżycia społecznego i wartości, na których się opiera.

Czym powinna się w takim razie zająć administracja publiczna w czasach społeczeństwa informacyjnego? Propozycji pozytywnych jest wbrew pozorom sporo, i zostaną one przywitane przez internautów z radością.

Ochrona prywatności obywateli jest najczęściej wymienanym priorytetem. W czasach cyfryzacji procesów komunikacyjnych i powszechnego wykorzystania urządzeń elektronicznych większość aktów komunikacyjnych jest rejestrowana i przechowywana przez różnych usługodawców. Dane te są dostępne dla służb państwa, ale są też wykorzystywane przez przedsiębiorców. Zapisy kamer przemysłowych, billingi telefoniczne, dane geolokacyjne GSM i GPS, historie transakcji elektronicznych, skrzynki poczty elektronicznej, zapisy czatów i innych wiadomości przesyłanych poprzez programy komunikacyjne, sieci społeczne w serwisach społecznościowych, kasowane bilety komunikacyjne i dziesiątki innych typów informacji w sumie składają się na szczegółowy zapis historii życia każdego z nas. Trzeba dobrze określić kto i dlaczego ma do tych danych dostęp, oraz jak długo można je przechowywać.

Gwarancje wolności słowa w internecie to druga sfera problemowa. Rozwój internetu doprowadził do sytuacji, w której każdy z nas ma dostęp do mediów, ale wolność słowa nigdy nie jest dana raz na zawsze. Ograniczyć ją może porzucenie zasady neutralności sieci, wprowadzenie rejestracji stron internetowych, ograniczenie możliwości świadczenia usług drogą elektroniczną. Już teraz poważnie naruszają ją restrykcyjne interpretacje prawa autorskiego.

Istotna jest także odzyskanie kontroli państwa nad infrastrukturą informatyczną. Administacja musi mieć pełny dostęp do urządzeń i pełne prawo do dysponowania programami, od których zależy działanie państwa. To kwestia bezpieczeństwa, ale także efektywności wydatkowania funduszy publicznych.

Otwarte udostępnianie danych publicznych to kwestia nie tylko transparentności, ale także innego podejścia do roli państwa. Informacja produkowana przez państwo nie jest zasobem, który ma generować budżetowe zyski, tylko narzędziem wspireania gospodarki, zwiększania konkurencyjności, kreowania nowych rynków i budowania kapitału społecznego. Tak traktuje się informację w USA, z doskonałymi efektami.
Istotna jest tu zasada neutralności technologicznej państwa, która powinna manifestować się m.in. poprzez udostępnianie informacji w formie ustrukturyzowanej, w otwartych formatach, w sposób umożliwiający automatyczne pobieranie. Tak właśnie jest skonstruowana jest sieć Internet.

Trudno mówić o prawach człowieka bez zagawarantowania dostępności mediów elektronicznych osobom niepełnosprawnym. Zasady Web Content Accessibility Guidelines (WCAG) i Authoring Tool Accessibility Guidelines (ATAG) dla administracji publicznej to ciągle bardziej zagadka niż na co dzień stosowane zasady.

Kluczowym problemem staje się ochrona domeny publicznej. Globalny trend polegający na wzmacnianiu praw własności intelektualnej, przedłużania czasu trwania praw autorskich, eliminowaniu wyjątków dozwolonego użytku oraz coraz silniejszej penalizacji naruszeń jest odczytywany przez obywateli jako antykonsumencki, nieprzystający do rzeczywistości komunikacyjnej i będący zagrożeniem dla rozwoju kultury. Prawo autorskie w obecnej formie nie jest już efektywnym systemem redystrybucji, ale regulacją kształtującą całość społecznych stosunków informacyjnych. Prawa dostępu do wiedzy oraz brania udziału w życiu kulturalnym są zapisane w konstytucji, i kwestie praw własności intelektualnej należy rozpatrywać także w tym kontekście.

Zasady finansowania produkcji informacyjnej – od mediów publicznych po projekty edukacyjne – należy poddać głębokiej analizie. Obecnie finansujemy głównie zakup fizycznych kopii dzieł, podczas gdy informacja w internecie daje się dystrybuować i wykorzystywać przy minimalnych kosztach. Trzeba więc zmienić logikę finansowania informacji: państwo powinno wspierać nie tylko jej tworzenie, ale także możliwość dalszego wykorzystania. W sferach wrażliwych, jak np. edukacja, publiczne finansowanie powinno obligatoryjnie pociągać za sobą w pełni otwarte udostępnianie treści do dalszego wykorzystania.

Na koniec kwestia edukacji medialnej. Jeśli chcemy mieć wykształcone, świadome społeczeństwo informacyjne musimy inwestować w budowanie kompetencji medialnych, rozumianych nie tylko jako zdolność do korzystania z mediów elektronicznych, ale także umiejętności wyszukiwania, wykorzystywania i oceny wartości różnych informacji. To wiedza i umiejętności są najlepszym zabezpieczeniem przed cyfrową przestępczością. Dzięki edukacji medialnej osiągniemy znacznie więcej, niż poprzez mnożenie zakazów i nakazów.

Wygląda więc na to, że jest o czym rozmawiać. Wyrzucenie do kosza projektu RSiUN to tylko pierwszy krok.



No Responses Yet to “Edukacja zamiast cenzury”

  1. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.