Po ogłoszeniu wyników konkursów Ministerstwa Kultury rozpoczęła się debata dotycząca zasad finansowania czasopism kulturalnych. Jest strona na Facebooku, jest specjalny wątek na forum Witryny Czasopism, różne wypowiedzi na blogach. Poszukałem również tekstów o finansowaniu czasopism internetowych w sieci, i znalazłem tekst Agnieszki Kozłowskiej z Witryny sprzed kilku tygodni oraz K. C. Kędera ze Znaku sprzed… 6 (!) lat.
Program dotacji dla czasopism wygląda, jakby był przygotowany nie tyle 6, co 50 lat temu. Sposób określania wskaźników i opis celów przygotowany jest pod media drukowane, co oznacza że automatycznie z konkursu wykluczone są inicjatywy internetowe. Tymczasem wiele serwisów internetowych ma dziś poziom merytoryczny oraz faktyczny zasięg znacząco wyższy, niż różne magazyny drukowane. Okazuje się jednak, że czytelnictwo na poziomie kilkuset tysięcy w internecie ministerstwo po prostu przegapi. Spójrzmy na wskaźniki programu. Są dwa:
1. Liczba numerów czasopisma wydanych w ramach zadania
2. Nakład każdego numeru
Pisma kulturalne nie mają więc żadnego powodu, by docierać do czytelników przez internet. Tymczasem publikacja w internecie ma z punktu widzenia czasopism oraz grantodawcy co najmniej trzy ważne zalety:
1. Jest najtańszą możliwą metodą dotarcia do czytelników, zarówno z punktu widzenia odbiorcy, jak i sponsora
2. Umożliwia trwały dostęp do publikowanych materiałów także po zakończeniu dystrybucji egzemplarza papierowego
3. Znacząco zmniejsza obciążenie logistyczne i organizacyjne związane z organizacją druku i dystrybucji pozwalając się skoncentrować na istocie działalności, czyli zamawianiu i publikacji materiałów
Sprzedaż czasopisma w formie drukowanej bywa ważnym źródłem przychodów, ale… nie zawsze. Wysokie koszty druku i jeszcze wyższe dystrybucji (bywa, że w sumie to jest ponad 50% ceny detalicznej) przy niskich nakładach generują tylko koszty. To dlatego wiele czasopism w ogóle zrezygnowało z wersji papierowej. Agnieszka Kozłowska wymienia: artPAPIER, Esensja, Fahrenheit, KZ, Kultura Enter, Mroczna Środkowo-Wschodnia Europa, Purpose, Verte. Chętnie bym sporządził pełniejszą listę internetowych serwisów kulturalnych wysokiej jakości, może czytelnicy mi pomogą?
Wydaje się więc, że najwyższy czas umożliwić uzyskiwanie dotacji inicjatywom internetowym. Wystarczy wprowadzić wskaźniki z programu digitalizacyjnego: średnia ilość użytkowników dziennie, ilość odsłon etc. za ostatni rok.
Pisma dotowane z budżetu powinny mieć także obowiązek publikacji materiałów w internecie. Jeśli nie mają własnej strony mogą wykorzystywać istniejącą sieć bibliotek internetowych dLibra albo bezpośrednio cyfrową wersję Biblioteki Narodowej czyli Polonę. Może to być robione po zakończeniu okresu dystrybucji egzemplarzy fizycznych, które przecież pozostają na półkach tylko przez ograniczony czas, żeby nie kanibalizować przychodów z tytułu dystrybucji egzemplarzy fizycznych. Dlaczego? Dlatego że publiczne fundusze powinny wspierać dostępność i wysokie czytelnictwo treści o dużej wartości. To jest powód, dla którego w ogóle państwo wspiera pisma kulturalne. W XXI wieku inaczej niż przez internet tego się robić nie da.
Dodatkowo powinno się stosować zasadę znaną z tegorocznego programu Edukacja kulturalna, iż dodatkowo premiowane punktami jest udostępnianie tekstów i innych materiałów na wolnych licencjach. Udostępnianie na wolnej licencji umożliwia dalszy wykorzystanie tych materiałów, a tym samym zwiększa dostępność i efektywność wydatkowania funduszy publicznych. Wspierajmy budowanie otwartej, a nie zamkniętej kultury. Nie sądzę, by powinno to być kryterium obowiązkowe, ale te instytucje i autorzy którzy chcą na dalsze wykorzystanie materiałów zezwolić powinni być adekwatnie wynagradzani.
Filed under: Uncategorized | Leave a Comment
Mijają dwa tygodnie od spotkania z premierem, i wygląda na to, że ze strony rządowej nie ma woli kontynuowania rozmowy. Zapraszam też na otwartą listę dyskusyjną, na której przedstawiciele organizacji pozarządowych organizują się, by nadać sprawie dalszy bieg. Nasze trzy główne postulaty to:
1. Porzucenie projektu Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych
2. Prowadzenie rzetelnej Oceny Skutków Regulacji i realnych konsultacji społecznych
3. Ochrona praw społeczeństwa informacyjnego
Pełen tekst postulatów jest dostępny m. in. na stronie Fundacji Nowoczesna Polska.
Poniżej wklejam wywiad, jaki przeprowadził ze mną Adrian Kubicki dla ngo.pl.
Brak konsultacji społecznych przy tworzeniu prawa – to główny zarzut, jaki koalicja organizacji pozarządowych ma wobec władz. Niespełna dwa tygodnie temu odbyło się spotkanie NGO-sów z premierem w sprawie ustawy hazardowej. Z prezesem Fundacji Nowoczesna Polska, Jarosławem Lipszycem, rozmawiamy o tym, co do tej pory wyniknęło z tego spotkania i co dalej zrobią organizacje pozarządowe, żeby zapobiec utworzeniu rejestru zakazanych stron internetowych.
autor(ka): Adrian Kubicki
2010-02-17, 14.41Pan i inni przedstawiciele organizacji pozarządowych rozmawiali z premierem na temat ustawy hazardowej. Dużo propozycji rozwiązań padło z waszej strony, padły też wstępne deklaracje ze strony premiera. Jesteście zadowoleni z tego spotkania?
J.L.: – Przede wszystkim – jestem bardzo zadowolony, że to spotkanie w ogóle się odbyło. Natomiast jego skutki będziemy mogli ocenić dopiero za jakiś czas, kiedy zobaczymy, co pójdzie za tym spotkaniem. Wystąpienie przed mediami, podczas którego można pewne rzeczy powiedzieć czy pewne rzeczy nagłośnić to jest jedno, a realna praca to jest drugie. Podczas tego spotkania organizacje pozarządowe i osoby reprezentujące różne środowiska, przedsięwzięcia, media internetowe poruszyły szereg bardzo istotnych błędów w tej ustawie i procesie jej legislacji, z których rejestr stron zakazanych jest tak naprawdę tylko jednym z wielu punktów.Czy nie ma Pan wrażenia, że premier pracuje na swój dobry wizerunek, spotykając się przed kamerami i mówi tylko o rzeczach, które są nagłośnione w mediach?
J.L.: – Niewątpliwie tak jest, ale wydaje mi się, że dobrze zakomunikowaliśmy opinii publicznej i premierowi, iż zasadniczym problemem są konsultacje społeczne i szerzej: debata wokół tego, jakiego rodzaju społeczeństwo informacyjne zamierzamy budować. Rejestr stron internetowych to absurdalny, bardzo restrykcyjny i bardzo ingerujący w systemy informatyczne w kraju pomysł. Władze chcą go przepchnąć opłotkami na marginesie zupełnie innej ustawy, a my nawet nie wiemy, kto jest jego autorem i jakie są powody jego wprowadzenia. Bo jeżeli pomysłem jest to, że mamy jednocześnie i zwiększać dochody państwa, o czym premier najwięcej mówił, i walczyć na przykład z pedofilią, to my się zastanawiamy, jaki jest tego prawdziwy powód. Domyślamy się, że chodzi o uzyskanie kontroli nad infrastrukturą komunikacyjną.Sprzeciwiacie się temu, bo taka kontrola byłaby szkodliwa dla społeczeństwa, czy tylko dlatego, że jej wprowadzenie i tak zakończy się fiaskiem? Czy jakakolwiek kontrola przy użyciu rejestru stron internetowych jest możliwa?
J.L.: – Rejestr to tylko lista stron. Tu chodzi o serwery instalowane w siedzibach operatorów telekomunikacyjnych, przez które musiałby być przepuszczany cały ruch elektroniczny, czyli każdy e-mail, każda wiadomość. Mówię o bardzo konkretnym sprzęcie, o tonach sprzętu, który musiałby być zainstalowany jako efekt stworzenia rejestru. W tym sensie to, co by się znalazło na tej liście, jest nieistotne. To, że powstałaby infrastruktura, która mogłaby być wykorzystywana do bardzo wielu różnych innych celów jest niebezpieczne.Możliwość wykorzystania tej infrastruktury jako narzędzia dla dyktatury ocenia Pan jako realne zagrożenie, coś co może rzeczywiście nastąpić?
J.L.: – Realnie byliśmy bardzo blisko zainstalowania tego sprzętu.Premier mówi, że nie ma na celu inwigilowania obywateli, i to wcale nie jest narzędzie aparatu państwowego…
J.L.: – Jeżeli w pierwszym akcie wisi strzelba, to w ostatnim musi wystrzelić. Trochę jest mi wszystko jedno, co premier mówi dziś i jaki dziś ma cel. Jeżeli wiesza na ścianie naładowaną strzelbę, to ja realnie boję się, że ona wystrzeli. Bo jeżeli tak ma się nie stać, to po co jest naładowana i po co wisi?Ale zgadza się Pan, że premier mówi o istotnych problemach takich jak przemoc czy pedofilia w sieci? Może tylko nie wie, jak im przeciwdziałać?
J.L.: – Czyżby? Fundacja Kid Protect mówi, że ten pomysł jest nie tylko zły, a wręcz szkodliwy. Uczyni przemoc wobec dzieci mniej widoczną, ale nie zlikwiduje tej przemocy. Internet jest platformą komunikacji, on nie istnieje tylko w komputerach. Istnieje także w telefonach komórkowych i tak samo w czasopismach pornograficznych. Państwo powinno tak jak wszędzie, tak i w internecie ścigać i łapać przestępców.Czy polskie prawo nadąża za zmianami technologicznymi? Czy to przełożenie, które Pan proponuje da się w Polsce zaimplementować?
J.L.: – Nasz system prawa wymaga reformy. Faktem jest, że pojawienie się nowych technologii komunikacyjnych, które dają bardzo duże możliwości, wywołało ruch społeczny z udziałem prywatnych osób, organizacji pozarządowych, stowarzyszeń biznesowych. Wszyscy mogą się teraz ze sobą komunikować. Ten ruch nie ma liderów. W ich roli występowało dotychczas w sieci może kilkanaście osób. Decentralizacja takiej obywatelskiej koalicji była możliwa tylko dzięki technologiom komunikacyjnym, i to jest wielka zmiana, która wywraca logikę bardzo wielu różnych regulacji i która ma wpływ na to, jak te regulacje funkcjonują w realnym świecie.
Dlaczego teraz musimy myśleć o prawie prasowym? Bo okazało się, że mamy w tym kraju kilkanaście milionów dziennikarzy, którzy piszą i publikują. To samo jest z prawem autorskim. Okazało się, że w tym kraju mamy kilkanaście milionów twórców. System prawa autorskiego i system redystrybucji w ogóle nie jest przygotowany na to, że nagle pojawia się taka ilość osób uprawnionych do otrzymywania tantiem z tytułu publikacji.Jeśli chodzi o system ścigania przestępców, to jest on przecież dokładnie taki sam jak w realnym świecie. Kiedy ktoś robi coś złego, to się go zatrzymuje, oskarża, skazuje i wsadza do więzienia. W tym sensie pomysły rządu są krokiem w tył. To zamknięcie oczu i udawanie, że pewnych przestępstw w ogóle nie ma.
Abstrahując od procesów demokratycznych i tego, że niektóre zapisy ustawy hazardowej im zagrażają: czy nie uważa Pan, że kontrolowanie internetu jest po prostu bez sensu, bo tak naprawdę jest niemożliwe? Ludzie, którzy będą chcieli mieć dostęp do określonych treści i tak będą go mieli.
J.L.: – Oczywiście jest tak, że to, co zagraża wartościom demokratycznym, w żadnym stopniu nie utrudni życia przestępcom. To jest zasadniczy zarzut wobec tej regulacji, o której rozmawiamy. Podobno w Australii analogiczna lista stron zakazanych wyciekła do internetu i stała się Świętym Graalem, czymś nadzwyczaj poszukiwanym. Obejście zabezpieczeń jest czymś banalnie prostym, a rejestr jest po prostu indeksem adresów.Premier na koniec spotkania stwierdził, że może rzeczywiście trzeba ten rejestr porzucić. Czy to Pana uspokaja?
J.L.: – My w organizacjach pozarządowych zazwyczaj mówimy inaczej. Łatwo przyznajemy się do błędów i wycofujemy ze stanowisk, bo wiemy, że dialog społeczny polega na tym, że niektórzy dają się przekonać. A jak ktoś daje się przekonać, to mówi: „jestem przekonany”. Rozumiem, że politycy mówią inaczej i akceptuję to. Z pewnym trudem jednak dociekam sensu tych słów premiera. Czy to co on powiedział oznacza, że rząd chce się z tego projektu wycofać, czy wręcz przeciwnie, chce go na pewien czas przetrzymać, żeby potem do niego wrócić? Ta wypowiedź była wyjątkowo niejasna. Na proste pytanie czy rejestr trafi do kosza, premier odpowiedział: „Być może, nie wiem”.Gazety następnego dnia pisały, że Tusk się ugiął pod waszymi postulatami.
J.L.: – Zobaczymy, co będzie dalej. Jeżeli premier spróbuje wrócić do tego projektu, być może tylko inaczej opakowanego i nazwanego, to te protesty, które były do tej pory będą niczym w porównaniu z tym, jakie one będą. O tym jestem głęboko przekonany, bo opinia publiczna w tym momencie jest na ten problem bardzo uwrażliwiona. Jedynym rozwiązaniem dla rządu jest wysłuchanie opinii publicznej, bo tak się powinno robić w demokratycznym państwie.Co jeszcze oburzyło was w związku z ustawą hazardową poza rejestrem stron zakazanych?
J.L.: – Skandaliczny był w ogóle proces procedowania tej ustawy. Minister Boni przyznał, że rządowi podczas pracy nad tą ustawą udzielił się pośpiech, który być może był niepotrzebny. Moim zdaniem to oznaka dużo poważniejszej choroby. To wskazuje, że konsultacje społeczne i transparentność procesu legislacyjnego są w naszym kraju na niskim poziomie, a w przypadku tej ustawy stały na poziomie skandalicznym. Dlatego jednym z najważniejszym postulatów organizacji pozarządowych jest naprawa systemu konsultacji społecznych, właśnie po to, żeby złe pomysły, które będą się pojawiać, były natychmiast zbijane. Myślę, że gdyby w tym przypadku wcześniej zapytano społeczeństwo o treść projektu ustawy hazardowej, rejestr stron zakazanych w ogóle nie stanąłby na agendzie. Konsultacje społeczne pomagają takie pomysły eliminować. Warto też zaznaczyć, że dla nas nigdy nie było ważne, jaki jest zakres blokowania stron. To jest wszystko jedno, co zamierzamy blokować, ważne, że w ogóle jest taka tendencja. Kolejną rzeczą jest zapis w ustawie o zwiększeniu uprawnień służb mundurowych, jeśli chodzi o wgląd w prywatne dane. Zaglądanie w to, co robią obywatele, jest dla nas niepokojącym zjawiskiem.Jakie wobec tego będą kolejne kroki organizacji pozarządowych w tej sprawie? Premier obiecał, że jeszcze się z wami spotka, ale nie powiedział kiedy.
J.L.: – Wszystkie organizacje, które chcą wziąć udział w debacie o przyszłości społeczeństwa informacyjnego komunikują się za pośrednictwem listy. Ona jest otwarta i zapraszamy wszystkie organizacje do współpracy. Istotne jest, że robimy to w sposób otwarty i, że chcemy stosować wyższe standardy niż administracja rządowa w tym względzie. Razem będziemy starać się wdrożyć trzy postulaty: chcemy, żeby rząd zrezygnował z pomysłu rejestru i wyrzucił go z ustawy, po drugie, chcemy naprawy procesu konsultacji społecznych, po trzecie, rozpoczęcia szerokiej debaty o prawach społeczeństwa informacyjnego. Chcielibyśmy, żeby ta debata była otwarta, żeby była publiczna, żeby każdy, kto ma coś do powiedzenia na ten temat, mógł zabrać w niej głos. Do tej pory ze strony rządu nie został wykonany żaden krok do spełnienia tych postulatów, chociaż minęły już prawie dwa tygodnie od spotkania. Planujemy wysłać do premiera oficjalne pismo, w których wezwiemy rząd do podjęcia tych kroków.
Filed under: Uncategorized | 1 Comment
Poseł Janusz Piechociński uzyskał i udostępnił opinię Biura Analiz Sejmowych dotyczącą projektu Rejstru Stron i Usług Niedozwolonych ustawy Wspieranie rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych (kliknij by pobrać pełen tekst). Kluczowy fragment to:
(1) Art. 7 ust. 4 pkt 3 projektu ustawy o wspieraniu rozwoju i usług sieci telekomunikacyjnych (druk nr 2546) w części odnoszącej się do blokowania dostępu do określonych treści zawartych w Internecie jest niezgodny z art. 54 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Prowadzi bowiem do ograniczenia wolności pozyskiwania informacji zawartych na stronach internetowych podlegających obowiązkowi blokowania w sposób, który nie mieści się w konstytucyjnych standardach ograniczania wolności i praw uregulowanych w art. 31 ust. 3 konstytucji.
(2) Opiniowany przepis jest również niezgodny z wyprowadzaną z art. 2 konstytucji zasadą określoności przepisów prawa, gdyż sformułowany został w wyjątkowo nieostry sposób, znacznie utrudniający adresatom jego stosowanie.
(3) Nie można stwierdzić niezgodności omawianego przepisu z art. 54 ust. 2 konstytucji, gdyż art. 7 ust. 4 pkt 3 projektu nie zawiera rozwiązań o charakterze cenzury prewencyjnej. Tymczasem art. 54 ust. 2 zakazuje w zdaniu pierwszym jedynie cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu.
Wydaje się, że zarzuty formułowane do tego projektu są identyczne, co wobec RSiUN.
Filed under: Uncategorized | 3 Comments
Dwa ważne teksty opublikowane przez dwóch uczestników spotkania u premiera. Wacław Iszkowski napisał tekst który w zasadzie należy uznać za fundamentalny:
Warto zapamiętać dla historii datę – piątek 5 lutego 2010 roku – jako dzień, w którym powstało w Polsce Społeczeństwo Informacyjne, przy czym sam termin „powstało” należy rozumieć dwojako – jako istotny dzień początku oraz jako akcję sprzeciwu. [...] W tym dniu odbyło się pierwsze spotkanie internautów z Premierem Donaldem Tuskiem. W Sali Świetlikowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów spotkali się przedstawiciele dziesięciu różnych młodych organizacji społecznych oraz blogerzy, a poprzez nich, internauci, mogący na bieżąco komentować i zadawać pytania. Reprezentowali oni już ponad 50% populacji ludności polskiej mającej dostęp do Internetu. Czując się większością przyszli do Premiera z żądaniem zachowania prawa do wolności w dostępie i użytkowaniu Internetu. Powoływali się na Konstytucję RP, podobnie jak 30 lat temu dzisiejsi rządzący formułowali trzeci z 21 postulatów w Stoczni Gdańskiej – „Przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji”.
Dalej jest równie ciekawie.
Mam wrażenie, że nie do końca jeszcze do nas dotarło, co tak naprawdę się wydarzyło. A wydarzyło się coś niezwykle istotnego. Oto bowiem zadziałały, dzięki internetowi, mechanizmy społeczeństwa obywatelskiego. Zapisy ustawy wywołały protesty. To się zdarza. Protesty te były na tyle silne, że rząd nie mógł jej ignorować. Nie dlatego, że obawiał się zdemolowania miasta, jak to mają w zwyczaju robić górnicy. I to już jest różnica. Internauci, czyli grupa wydawałoby się – mocno niezorganiz0wana, zdołali wymusić konstruktywną reakcję szefa rządu. Co ważne – byli w stanie odpowiedzieć na zaproszenie. A spotkanie, które w efekcie się odbyło, ma być początkiem nowych konsultacji. Minister Michał Boni mówił wręcz o “opcji zerowej” w konsultacjach społecznych. W dodatku jest duża szansa, iż będą to konsultacje z obywatelami, a nie z organizacjami pozarządowymi czy branżowymi, które wszak do reprezentowania obywateli nie mają upoważnienia. To ogromne zmiany. Obyśmy ich nie zmarnowali.
Bardzo, bardzo ciekawe uwagi. Na fali optymizmu, ale hej! warto się dać ponieść takiej fali!
Filed under: Uncategorized | Leave a Comment
Refleksje po debacie z Tuskiem

Tłumaczę premierowi, że myli się myśląc, że cenzura pozwoli na walkę z przestępczością. Podpieram się uzasadnieniem ustawy. Foto: Grzegorz Roginski, Centrum Informacyjne Rządu
Dla tych, którzy nie oglądali mam nagranie całej debaty, włącznie z rozmową z ministrem Bonim.
Najpierw pozytywy:
* Rząd zrobił duży krok do tyłu i wycofał się z RSiUN do czasu konsultacji społecznych. Te będą miażdżące, i RSiUN w dzisiejszej postaci szans raczej w nich nie ma. Powrót do tego pomysłu grozi eskalacją protestów. Nie sądzę, by rząd się na to zdecydował.
* Rząd obiecał wdrożenie realnych procedur konsultacji społecznych. Ponoć buduje system informatyczny do prowadzenia konsultacji. Głośno padła prośba o konsultacje nad projektem tego systemu, skoro mamy z niego skorzystać do konsultacji. Nie padła niestety wiążąca odpowiedź, że takie konsultacje będą przeprowadzone.
* Projekty z zakresu społeczeństwa informacyjnego będą zamrożone. Będą się odbywać dalsze spotkania, i to już w ciągu kilku dni, podczas których mamy rozmawiać o problemach. Istnieje nadzieja, że będzie można na nich budować porozumienie i rozmawiać o konkretach.
Wygląda więc na to, że w każdym z trzech głównych postulatów organizacji pozarządowych zrobiliśmy znaczący krok naprzód.
Teraz negatywy:
* Po raz pierwszy usłyszeliśmy z ust rządu o co tak naprawdę chodzi z RSiUN: o zwiększenie wpływów do budżetu z hazardu. Niby to wiedzieliśmy, ale w dokumentach próżno tego było szukać. Teraz padło to oficjalnie. Oczywiście nie wiemy, czy na poziomie niżej ktoś nie miał innych celów do osiągnięcia. Premier usiłował przerzucić odpowiedzialność na szukanie alternatywnych dla RSiUN rozwiązań na stronę społeczną. Po pierwsze: nie tak wyobrażam sobie zadania strony społecznej. Po drugie: a co, jeśli takich rozwiązań nie ma? Wtedy pogwałcimy prawa podstawowe? Wdrożymy cenzurę, tyle że w innej postaci i pod inną nazwą?
* Po debacie nie ma wątpliwości, że walka z pedofilią była przykrywką mająca na celu ukrycie celu zasadniczego, którym jest zwiększenie wpływów do budżetu z hazardu w kluczowym roku 2012. Doskonale widać też, że rząd zdawał sobie sprawę z manipulacji w procesie konsultacji społecznych. Skala nieprawidłowości jest duża, i chyba warto je jednak wyjaśnić.
* Wypowiedzi na temat “walki z przestępczością” były tyleż gładkie, co kompromitujące, skoro uzasadnienie ustawy wprost mówi: “Za pomocą sieci Internet możliwy jest dostęp do stron internetowych, które zawierają treści wywołujące negatywne skutki dla społeczeństwa. Dostęp do takich stron powinien być utrudniony, co będzie służyło zmniejszeniu kręgu osób korzystających z tych stron”. Żadnej walki z przestępczością nie ma, i w tym modelu nie będzie. Walka z przestępczością to żmudna praca operacyjna policji. I tak dalej. Za dużo było w tym spotkaniu PR, za mało rzeczywistej debaty.
* Możemy się teraz spodziewać serii pomysłów przemysłu informatycznego na zaprowadzania porządku w sieci, i jestem pewien, że pojawią się wśród nich pomysły na ograniczanie dostępu do treści na gruncie prawa autorskiego. Z deszczu pod rynnę.
Na koniec:
* Obydwie strony były słabo przygotowane. Strona rządowa nie za bardzo wiedziała o czym mówi, najlepiej przygotowane merytorycznie osoby (Tarkowski i Ostrowski) siedziały cicho. Strona społeczna była liczna, ciągle jeszcze słabo skoordynowana, i w swojej masie przygotowana na spokojne tłumaczenie i współpracę. Ale… to był event piarowy i liczyła się siła, a nie racja. Bez zmiany nastawienia jednej i drugiej strony (więcej stanowczości po stronie społecznej, więcej koncyliacyjności po rządowej) nie uda się osiągnąć zadowalających rezultatów. Których państwu i sobie życzę.
Filed under: Uncategorized | 5 Comments
Edukacja zamiast cenzury
Tekst napisany dla Gazety Wyborczej (opublikowany w lekko skróconej wersji).
Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych to zaledwie czubek góry lodowej. Pomysł wprowadzenia cenzury internetu uruchomił publiczną debatę o przyszłości społeczeństwa informacyjnego.
Projektu wbudowania w polski internet cenzorskiej infrastruktury spowodował protest, którego siła była jak sądzę dużym zaskoczeniem dla rządu i obserwatorów życia politycznego. Setki tysięcy osób dyskutują za pośrednictwem blogów i serwisów społecznościowych, użytkownicy internetu nagrywają piosenki i filmowe parodie, w sprawie wypowiedziały się już dziesiątki instytucji pozarządowych i branżowych. Sprzeciw jest w zasadzie jednogłośny. Krajowa Rada Sądownicza i Urząd Komunikacji Elektronicznej, instytucje mające projekt wdrażać w życie, też są na nie. Jedyną instytucją która ciągle jeszcze broni projektu jest rząd. Warto więc zastanowić się, nie tylko z czego ten opór wynika, ale także do czego może doprowadzić.
Continue reading ‘Edukacja zamiast cenzury’
Filed under: Uncategorized | Leave a Comment
W związku z protestem organizacji pozarządowych wobec projektu powołania Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych brałem udział w spotkaniu 27 stycznia w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jako przedstawiciel Fundacji Nowoczesna Polska. W spotkaniu brali udział minister Michał Boni, doradcy Igor Ostrowski i Alek Tarkowski, oraz przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń. Poniżej zamieszczam obszerną notatkę z tego spotkania. Ważna uwaga: notatka nie była autoryzowana, i oddaje raczej idee wypowiadane przez dyskutantów, niż konkretne słowa. Dołożyłem wszelkich starań, by wiernie oddać treść wypowiedzi, ale istnieje możliwość, że czegoś nie zrozumiałem. Należy więc traktować to właśnie jako moją notatkę, a nie w 100% wierną relację.
Continue reading ‘Notatka ze spotkania z ministrem Michałem Bonim’
Filed under: Uncategorized | Leave a Comment
Postaram się w tym miejscu gromadzić różne kawałki mojej życiowej aktywności, które dotychczas lądowały w różnych miejscach: wiersze na wikiźródłach, felietony na salon24, i tak dalej. Na razie ta strona nie będzie zbyt często aktualizowana.
Filed under: Uncategorized | Leave a Comment

